Przyspieszony oddech, spięte mięśnie do granic możliwości, falujące piersi i rytmicznie podskakujące włosy. Żadne inne narzędzie na siłowni nie jest takim wyzwaniem dla ludzkiego ciała, jak bieżnia elektryczna, czyli standardowe wyposażenie, standardowe narzędzie torturujące – poza ciałem – także umysł. Z każdą chwilą, ciało czuje się bardziej zmęczone, a umysł coraz bardziej znudzony. Całe ciało się porusza, ale nigdzie się nie przemieszcza, wszystko pracuje na jego rzecz, ostatnim bastionem umysłu jest mętne spojrzenie, szukające, dla siebie zajęcia, w jednym z luster. W końcu znajduje coś ciekawego tuż obok, na sąsiedniej bieżni… Inne ciało, które tak jak ono, porusza się w miejscu bez sprecyzowanego celu. Nie ma też pośpiechu, czas jest tym, czego umysł ma teraz aż nadto. Wzrok wolno przesuwa się po każdej jego części, wpatrując się w detale, w siłę oddechu, w rumieńce na twarzy, w krople potu delikatnie spływające po skroniach, w usta spragnione odrobiny wody, w grymasy bólu wywołane śmiertelnym zmęczeniem, w oczy, które odwzajemnią zaciekawienie… Tak właśnie – połączyła nas bieżnia elektryczna. Narzędzie tortur stało się punktem wyjściowym do rozpoczęcia znajomości, która po jakimś czasie rozwinęła się w związek małżeński. Najpierw delikatny flirt bez słów, spojrzenia i uśmiechy. Następnie eskapady na kawę po intensywnych zajęciach na siłowni. W końcu romantyczna miłość na całe życie… Brzmi trochę jak scenariusz komedii z wątkiem miłosnym i właściwie tak można określić nasze życie. Pasujemy do siebie idealnie i trudno nie stwierdzić, że bajka stała się rzeczywistością. Tego wszystkim związką życzę!
Połączyła nas bieżnia elektryczna
Powiązane Wpisy
Zostaw komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.