Spisek, wkręt, konfabulacja! Budka Suflera przed laty wypromowała piosenkę o wdzięcznym tytule „Nie wierz nigdy kobiecie”. Chociaż sama jestem kobietą, nie zamierzam stawać w obronie swojej płci. Nie będę obalała słuszności przedstawionego twierdzenia, ponieważ musiałabym kłamać, a nie leży to jednak w mojej naturze. Dlatego przyklaskuję w rytm piosenki, ale trzeba dodać, że nie tylko kobietom wiara się nie należy. Dziś chcę krzyczeć do was: „Nie wierz nigdy reklamie!”.
Oglądałam ostatnio dość obfity materiał, który przekonywał, jak cudowne działanie na nasze zbędne kilogramy ma masażer. Sama z racji zawodu zajmuję się testami podobnych urządzeń. Tutaj muszę przytoczyć jeszcze jedną prawdę znaną od lat: „Bez pracy nie ma kołaczy”. Drogie leniuszki, podczas masażu możecie się zrelaksować, poprawić krążenie, zmotywować ciało do działania, ale nigdy żaden masażer nie będzie czarodziejską różdżką przy pomocy której pozbędziecie się piwnego brzuszka, obfitych bioder czy jakiegokolwiek niechcianego tłuszczyku. Jeśli połączyć damsko-męskie rozrywki z działaniem masażera, a do tego jeszcze zadbać choć odrobinę o ulepszenie diety poprzez eliminację z niej niepotrzebnych, pustych kalorii i posiłków spożywanych przed samym snem, to w sumie dostaniemy całkiem ciekawy efekt końcowy. Jednak nastawić się trzeba na to, że modelowanie sylwetki wymaga czasu i wysiłku. Nie jest to proces łatwy i efekt nie spadnie na nas z nieba. Chociaż powinna to być dodatkowa motywacja. Wiadomo: „łatwo przyszło, łatwo poszło”, kiedy jednak przyjdzie nam popracować na efekty, to będziemy bardziej dbali później o sylwetkę, jaką udało nam się uzyskać.
Cudowny masażer?
Powiązane Wpisy
Zostaw komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.